Czy jak widzicie szybkie sportowe wózki, amerykańskie lanserskie low-ridery, motocykle typu custom to czy cieknie Wam ślinka? A do tego kręcą Was filmy typu “Szybcy i wściekli” czy “Torque”, to Midnight Club jest dla Was. Podtytuł Dub Edition świadczy w tym przypadku o współpracy twórców z prestiżowym magazynem motoryzacyjnym DUB - życie kręci się tam wokół tuningu z prędkością dwutlenku azotu wtryskiwanego pod wysokim ciśnieniem. Tak jest też z Midnight Club. Tytuł ten wkroczył na rynek w 2005 roku, jednak i dzisiaj warto o nim nadal wspomnać, ze względu na jeden z lepszych “ściganych” tytułów na Playstation 2.
W grze przyjdzie nam prowadzić przez nocne ulice San Diego, Detroit i Atlanty, ponad 50 licencjonowanych samochodów i motocykli, zresztą pieczołowicie odwzorowanych. A do wyboru mamy SUVy, Muscle Cars, Tunerskie, jak np. Chryslery, Mercedesy, Lexusy, Nissany, Harleye, Kawasaki. Tylko czekają w garażu, żeby założyć najnowsze, chromowane alusy i stuningować. Jeśli mowa o tuningu, to mamy wahlarz akcesoriów od części silnikowych, po elementy zewnętrzne. Wszystko autentycznych światowych producentów. Możemy polakierować pojazd w ulubionym kolorze i nalożyć vinyle. I do tego jeszcze te hydrauliczne zawieszenia. Po prostu miodzio. Wszystko po to, żeby stworzyć swój niepowtarzalny wózek / motocykl.
Gra jest bardzo obszerna - będziemy pędzić przez miasta Stanów, mozolnie nakręcając procenty gry. Mozolnie? Bo wyścigów jest cała masa. Fizyka jazdy może nie przypomina Gran Turismo, ale mimo to jest według mnie rewelacyjna. Zresztą nie doświadczymy tutaj jak w Burnout skasowanego auta po dzwonie. Jednak po zderzeniu z innymi uczestnikami ruchu, tracimy kontrole nad autem i musimy nadrabiać stracony dystans.
Wracając do tras i metropolii, w których są usytuowane. Dzielnice owych miast zostały wiernie odwzorowanie, co zresztą zapewniali sami producenci. A droga do zwycięstwa nie jest tylko jedna. Nie ma zamkniętych tras. Miasto jak miasto - ulic setki i wszystkie prowadzą do celu. Jedne szybciej, drugie troszeczkę wydłużą wędrówkę, jednak warto się starać, korzystając z licznych wyskoczni i skrótów. A do tego niesamowite wrażenie prędkości. 250 km/h to standard, więc świat ucieka naprawdę szybko.
Oprawa audio-wizualna gry jest tak samo rewelacyjna jak jej grywalność. Muzyka rewelacja, jeśli ktoś lubi HH i R&B. Grafika? Już wspominałem o wozach. Dodam tylko, że efekty dymu z wydechów i przy paleniu gumy są na poziomie. Do tego oświetlenie z reflektorów aut - extra.
Warto również wspomnieć, że gra poza trybem dla jednego gracza oferuję tryb gry wieloosobowej - nawet do ośmiu graczy. Jeśli chodzi o tryby gry, to najbardziej polecam tryb Kariery, jednak w pozostałych rownież możecie nieźle się ubawić. Pozostawiam Wam do sprawdzenia.
Dla niektórych z Was ten powyższy opis może wydawać się przesadzony, jednak proszę zwrócić uwagę na fakt, że gra została wydana w 2005 roku, gdzie nikt nie myślał o XBOX 360, a tymbardziej o PS3. Dlatego starałem się zachować obiektywizm w opisie.
Podsumowując Midnight Club 3 Dub Edition mogę polecić każdemu. Rewelacyjna rozgrywka na wiele długich godzin zapewniona. A przy tym świetna grafika, model jazdy, tryby gry, pojazdy, no i oczywiście klimat. Właściciele PS3 pewnie już zacierają rączki, oczekując na Midnight Club Los Angeles. I wcale im się nie dziwię …



1 Komentarz
Cud, miód i orzeszki! Kocham tą grę!! Świetna recenzja, bardzo dobrze, że tak wychwalasz grę. Według mnie 10/10 (gra).
Dodaj komentarz!